Sennheiser HD-201 test, recenzja, opinie
 

HD201 to słuchawki świetne i godne polecenia. Stosunek ceny, do jakości uznaję za celujący. Trzy źródła i w każdym słuchawki wypadły bardzo pozytywnie.
 

Sennheiser HD201 - test, opinie, recenzja.
Autor: Redakcja RMS.pl.   W skrócie: Plusy: - rewelacyjna stereofonia - wyśmienita gitara elektryczna - wygodne i lekkie - solidnie wykonane - solidny, mięsisty bas - celujący stosunek cena/jakość   Minusy: - wycofany wokal - nazwa marki ciężka do wymówienia - momentami ospałe wysokie tony


Sennheiser HD201

Wstęp. Podchodziłem do tego testu z dużą nutą niepewności i sceptycyzmu. W końcu, po usłyszeniu wielu klasowych modeli słuchawek takich jak np. Sennheiser HD800, Grado PS1000, HiFiMAN HE5, które były zasilane rewelacyjnymi, dedykowanymi piecykami, liczyłem się z tym, iż będę musiał znosić przez parę godzin marne pobrzękiwanie, a mój słuch będzie skutecznie przez ten czas okaleczany i wręcz torturowany. Jednakże podjąłem się wyzwania i popularne HD201 trafiły do mnie do domu na odsłuch.


 

Oczywiście na wstępnie pozwolę sobie zastrzec, iż nie podłączałem ich pod żadną wyrafinowaną elektronikę w postaci wzmacniacza, tudzież transportu. Wydaje mi się, że producent celuje tutaj w zupełnie inną grupę odbiorców, którzy za wyjątkowo małe pieniądze chcą się cieszyć bardzo przyzwoitym dźwiękiem. Stąd też do poniższego testu wykorzystałem 3 źródła, tj.: laptop w połączeniu z zewnętrzną kartą dźwiękową „hajfimena” HM101, telefon komórkowy Nokia Lumia 710 oraz iPoda Nano 5gen.   Pierwsze wrażenie.
Sennheiser HD201

Jako typowego przedstawiciela płci męskiej, pierwszym elementem który przykuł moją uwagę była aparycja. Słuchawki zgrabne, schludne, wręcz można rzec całkiem eleganckie oraz sprawiające wrażenie wygodnych i wykonanych z solidnych materiałów. Przy bliższych oględzinach nic się nie zmieniło. Niemiecki producent, „ordnung musi być”, postarał się i spisał na medal. Produkt za tak niską cenę jest wręcz zaskakująco dobrze wykonany. Nie ma co tu się spodziewać chociażby aluminiowych elementów, ponieważ najbardziej szlachetnym materiałem jaki tu znajdziemy jest plastik, lecz cała konstrukcja jest solidna i nie prędko powinna ulec jakimkolwiek usterkom przy normalnym użytkowaniu. Oczywiście jednostki z wybitnym talentem do degradacji rzeczy nabytych znajdą opcję i możliwość by pomarudzić, iż niby produkt posiada jakieś wady konstrukcyjne i im pałąk popękał, ale otóż takowych wad nie ma. Kabel – o długości 3 metrów - jest solidniejszy, niż w przypadku produktów konkurencyjnych, o których w tej recenzji nie będę wspominać, ponieważ nie jest to test zbiorczy. Ciekawym rozwiązaniem jest doprowadzenie przewodu do obu muszli. Wtyk Jack 3,5mm (w zestawie przejściówka na 6,3mm) jest skutecznie chroniony, zatem nawet dla kogoś mniej roztropnego ciężko będzie uszkodzić lub przerwać kabel. Niezwykle zaskakującym elementem wykonania jest tworzywo sztuczne, z którego są zrobione nausznice. Założyłbym się przed testem, iż będą one potliwe - lecz tu kolejna niespodzianka – przegrałbym. Ostatnie, ale nie mniej ważne. 201-ki są lekkie i wygodne. Rzekłbym, że można w nich zasnąć.   Walory brzmieniowe.
Sennheiser HD201

Wspominając na początku, iż przewidywałem, że mój słuch zostanie skazany na potężne katorgi i lincz – nie żartowałem. Jednakże kilkugodzinny odsłuch, na wielu utworach, z kompletnie odmiennych gatunków muzycznych, przy różnych źródłach, szybko mnie naprostował. Sennheiser HD201 to naprawdę wyśmienity produkt. Przejdźmy zatem do meritum.

Rozpocząłem od laptopa, którego wspomogła zewnętrzna karta dźwiękowa HiFiMAN HM101 (polecam cacko, to co ta zabawka potrafi zrobić z dźwiękiem jest rzeczą niesamowitą). Pełen sceptycyzmu zostałem oświecony. Cudowny Aqualung, w wykonaniu Jethro Tull, uświadomił mi, iż słuchawki w przedziale do 100zł potrafią mieć bardzo przyjemną średnicę i kapitalną gitarę elektryczną. Bas potrafi zejść bardzo nisko. Nie jest on kontrolowany na tyle, na ile można by sobie życzyć, lecz miejmy cały czas na uwadze cenę testowanych słuchawek. Wysokie tony trochę, jakby gdzieś uciekają, nieznacznie ich brak, ale może to nawet i lepiej biorąc pod uwagę fakt, iż mamy do czynienia z konstrukcją zamkniętą. Stereofonia: 5+. Poważnie. Słuchając boskiego Buddy Guy’a – „What kind of woman is this?” można wręcz wskazać palcem poszczególne instrumenty. Cukier już był, zatem teraz nieco o mankamentach. Boli fakt, iż wokal jest wycofany. Mnie osobiście to irytuje. Komuś innemu zapewne nie zrobi żadnej różnicy. Wracając jeszcze do basu. Polecam przetestowanie go na utworze James’a Blake’a – „Limit to your love” (FLAC obowiązkowo). Solidne niskie rejestry.

Sennheiser HD201
Kolejnym źródłem było urządzenie, które zapewne jako drugie w kolejności będzie najczęściej napędzać HD201 tj. telefon komórkowy, mianowicie Nokia Lumia 710. Generalnie, w tym przypadku zgadłem. Tak jak się spodziewałem, stereofonia słabsza, wciąż wyśmienity elektryk. Najsłabiej wypadły wysokie tony. Talerze brzmią bardzo ubogo, coś jakby je słychać, ale nie do końca wiadomo czy to one, czy też nie. Niemniej jednak, miejmy na względzie fakt, że źródłem jest telefon. Nie można na poważnie się do niczego przyczepić. Jeżeli ktoś jest uzależniony od muzyki jak ja i po prostu potrzebuje dawki, tegoż wspaniałego narkotyku, na co dzień przy podróżach miejskich to będzie w pełni usatysfakcjonowany. Bas wciąż schodzi wyjątkowo nisko… Nadgryzione jabłuszko zostawiłem na koniec. W sumie, nie wiem co mógłbym tu więcej napisać. Brzmienie praktycznie identyczne jak w przypadku telefonu komórkowego. Lekka poprawa wysokich tonów, bas nieznacznie nabiera kształtów i nie jest tak wylewny. Największa różnica miała miejsce przy wokalu. Popularny Apple spisał się tu bardzo dobrze. Wyraźny, z przodu – względem Nokii znaczna poprawa. Również gitara basowa wybrzmiewała w Buddy’m Guy’u zdecydowanie ciekawiej. Po raz trzeci już – Sennheiser HD201 nie zawodzi.


 

Konkluzja. Chylę czoła i przyznaję się do błędu. HD201 to słuchawki świetne i godne polecenia. W tej cenie grają po prostu świetnie. Góra jest, może nie audiofilska i wyrafinowana, średnica jest, kapitalna gitara elektryczna, wokal nieco z tyłu, bass potrafi być mięsisty i efektowny, a tego właśnie potrzeba takim produktom jak HD201. Stosunek ceny, do jakości uznaję za celujący. Trzy źródła i w każdym słuchawki wypadły bardzo pozytywnie. Oczywiście, nie można porównywać tych słuchawek z produktami już nawet w okolicach 200-300zł, jednakże, jeżeli szukamy prezentu (uwaga Komunie nadchodzą wielkimi krokami) lub czegoś dla siebie, by umilić sobie szarość miasta podczas podróży albo taniego i dobrego rozwiązania do komputera – HD201 to mój wybór.


RMS.PL to jeden z największych polskich technologicznych portali specjalistycznych o tematyce audio-video.

Portal jest prowadzony w całości przez pracowników sklep.RMS.pl
 
Początek strony